stronybiznesowe
Marketing 8 min czytania sierpień 2026

Prowizja Pyszne.pl: ile wynosi, 20 do 30 procent

Prowizja Pyszne.pl wynosi orientacyjnie 20 do 30 procent wartości zamówienia i nie jest jedynym potrąceniem. Co jeszcze zjada marżę lokalu na dowozach.

Krótka odpowiedź: Pyszne.pl nie publikuje otwartego cennika dla restauracji, a warunki ustala się w indywidualnej umowie. Serwisy branżowe zgodnie podają przedział mniej więcej od 20 do 30 procent wartości zamówienia, przy czym niższe stawki dotyczą lokali dowożących własnym kurierem, a wyższe zamówień obsługiwanych przez flotę platformy. Dla Glovo i Uber Eats podawane przedziały są wyższe, mniej więcej od 25 do 35 procent. Do prowizji dochodzi obsługa płatności rzędu 1 do 3 procent oraz promocje, które w praktyce finansuje sam lokal. Dlatego przy rachunku za jedno zamówienie liczy się nie sama stawka, lecz to, co zostaje po wszystkich potrąceniach.

To pytanie zadaje sobie prędzej czy później każdy właściciel lokalu z dowozem. Zamówień przybywa, kuchnia pracuje pełną parą, a na koncie zostaje mniej, niż wynika z utargu. Poniżej rozkładam ten rachunek na części: skąd biorą się podawane stawki, co jeszcze zjada marżę poza samą prowizją, dlaczego ta sama pizza kosztuje w aplikacji więcej niż w lokalu i co konkretnie da się zrobić, żeby część zamówień wracała bezpośrednio do Ciebie.

Ile wynosi prowizja Pyszne.pl

Zacznijmy od rzeczy, która zaskakuje najbardziej: żadna z dużych platform nie ma publicznego cennika dla restauracji. Warunki są negocjowane osobno i zależą od miasta, wolumenu zamówień, wybranego modelu dostawy oraz aktualnych promocji dla nowych lokali. Oznacza to, że każda liczba krążąca w internecie jest orientacyjna, a jedynym wiążącym dokumentem jest Twoja umowa. Serwisy branżowe podają jednak zbliżone przedziały i warto je znać, choćby po to, żeby wiedzieć, czy negocjujesz z sensownej pozycji.

PlatformaOrientacyjna prowizjaOd czego zależy
Pyszne.plok. 20 do 30 procentniżej przy dostawie własnym kurierem, wyżej przy flocie platformy
Glovook. 25 do 35 procentwyżej, gdy dostawę realizuje kurier platformy
Uber Eatsok. 25 do 35 procentmodel zbliżony do Glovo
Obsługa płatnościzwykle 1 do 3 procentbywa wliczona w prowizję albo naliczana osobno
Promocje w aplikacjikoszt po stronie lokalurabat widoczny dla klienta zwykle finansuje restauracja
Opłaty startowe i sprzętjednorazowo lub miesięczniezależnie od pakietu i wyposażenia przekazanego lokalowi

Najważniejszy wniosek z tej tabeli nie dotyczy wysokości stawki, tylko modelu dostawy. Różnica między dowozem własnym a flotą platformy potrafi być kilkunastopunktowa, a to w gastronomii przepaść. Jeśli masz własnego kierowcę i mimo to jesteś w górnej części przedziału, jest o czym rozmawiać przy przedłużaniu umowy.

Policz to na jednym zamówieniu

Procenty robią wrażenie dopiero wtedy, gdy przeliczy się je na konkretny koszyk. Weźmy zamówienie na 100 zł i prowizję 25 procent. Platforma zatrzymuje 25 zł, obsługa płatności zabiera powiedzmy 2 zł, więc do lokalu wpływa 73 zł. Teraz odejmij food cost, który w pizzerii wynosi zwykle około jednej trzeciej ceny dania, czyli w tym przykładzie mniej więcej 33 zł, oraz robociznę, opakowania i energię. Z pierwotnej setki zostaje kwota, przy której właściciel zaczyna liczyć, ile zamówień musi wyjechać w piątek, żeby wyjść na swoje.

To samo zamówienie złożone bezpośrednio zostawia w kasie te 25 zł prowizji. Przy dwudziestu zamówieniach dziennie mówimy o kwocie rzędu kilkunastu tysięcy złotych rocznie, czyli wielokrotności kosztu porządnej strony z kartą i formularzem zamówienia. To nie jest argument za rzuceniem aplikacji, bo ona realnie przyprowadza nowych gości. To argument za tym, żeby stały gość miał dokąd wrócić poza aplikacją.

Dlaczego ta sama pizza kosztuje w aplikacji więcej

Prowizja musi się skądś wziąć i najczęściej bierze się z ceny. Bardzo wiele lokali prowadzi osobną kartę na dowóz, w której ceny są wyższe niż przy stoliku, zwykle o kilkanaście do dwudziestu kilku procent. Klient rzadko to zauważa, bo nie porównuje obu cenników, ale konsekwencja jest zasadnicza: on już dziś płaci za Twoje danie więcej, tylko ta nadwyżka nie zostaje u Ciebie, lecz pokrywa prowizję pośrednika.

Własny kanał zamówień jest jedynym miejscem, w którym ta różnica może pracować na dwie strony naraz. Gość płaci mniej niż w aplikacji, a Tobie i tak zostaje więcej niż z aplikacji, bo nie ma trzeciej strony do obsłużenia. Trudno w gastronomii o tańszy sposób na poprawę marży, bo nie wymaga ani zmiany receptury, ani podwyżki cen, ani nowego sprzętu.

Czego nie dostajesz razem z zamówieniem

Prowizja jest widoczna, więc o niej się mówi. Drugi koszt jest niewidoczny i długoterminowo bywa dotkliwszy: razem z zamówieniem nie dostajesz klienta. Z aplikacji przychodzi imię na naklejkę i adres dla kuriera. Nie ma numeru telefonu ani adresu e-mail, więc nie napiszesz do tej osoby, gdy wprowadzasz nową pozycję do karty, gdy wtorek jest pusty albo gdy chcesz zaprosić ją na otwarcie drugiego lokalu.

Formalnie to nie są Twoi klienci, tylko klienci platformy, która akurat dziś wyświetla Twój lokal wyżej niż lokal obok. Zmiana algorytmu, wejście nowej sieci do miasta albo cudza kampania rabatowa mogą to odwrócić w tydzień i nie masz w tej rozmowie żadnej karty. Baza stałych gości zbudowana we własnym kanale jest jedynym aktywem w tym równaniu, którego nikt nie może Ci odebrać jedną decyzją.

Czy ceny na własnej stronie mogą być niższe niż w aplikacji

Tu trzeba uważać, bo odpowiedź zależy od Twojej umowy. Część umów z pośrednikami zawiera klauzulę parytetu cenowego, czyli zakaz oferowania niższej ceny we własnym kanale sprzedaży. W wariancie szerokim zakaz obejmuje wszystkie kanały, w wąskim tylko własną stronę. Zapisy tego typu są dziś kwestionowane w prawie konkurencji. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł 19 września 2024 r. w sprawie C-264/23, dotyczącej platformy rezerwacji noclegów, że klauzule parytetu, zarówno szerokie, jak i wąskie, nie korzystają z wyłączenia spod prawa konkurencji jako ograniczenia akcesoryjne.

Wyrok zapadł w branży hotelowej, więc nie przenosi się automatycznie na gastronomię i nie unieważnia sam z siebie zapisu w Twojej umowie. Praktyczny wniosek jest za to jednoznaczny: wyciągnij umowę i sprawdź, czy taką klauzulę masz. Jeśli masz i nie chcesz sporu, konkuruj czymś innym niż sama cena. Dodatek do zestawu, większy rozmiar, darmowy sos, próg darmowej dostawy albo program dla stałych gości działają podobnie na decyzję zamawiającego, a nie dotykają ceny pozycji w karcie.

Jak odzyskać część zamówień bezpośrednio

Kanał bezpośredni buduje się w kolejności, w której każdy krok ma sens sam w sobie. Nie potrzeba do tego dużego budżetu ani rezygnacji z platform.

Po pierwsze, karta na własnej stronie, a nie w pliku PDF. Ceny sera i mąki zmieniają się częściej niż raz w roku, a karta jako plik oznacza telefon do grafika przy każdej korekcie i w efekcie stary cennik na stronie. Menu jako zwykła podstrona z pozycjami i cenami daje się poprawić w kilka minut i, co ważniejsze, w ogóle trafia do wyników wyszukiwania. Jak taka strona powinna być poukładana, rozpisaliśmy szczegółowo przy stronie internetowej dla pizzerii, a przy stronie internetowej dla restauracji dochodzą do tego rezerwacja stolika i obowiązki dotyczące alergenów.

Po drugie, trzy informacje nad kartą. Czy dowozicie pod dany adres, ile trzeba zamówić i do której godziny. Strefę dowozu wypisz nazwami dzielnic i osiedli, bo w tej formie czyta ją zarówno gość, jak i wyszukiwarka. Koszt dostawy podaj od razu przy strefie, razem z progiem darmowego dowozu. Dopłata odkryta dopiero przy podsumowaniu to najczęstsza przyczyna porzuconego koszyka w tej branży.

Po trzecie, przeniesienie stałego gościa. Najtaniej działa to, co i tak jedzie z zamówieniem: karta z adresem strony i kodem rabatowym w pudełku, ten sam kod na naklejce zabezpieczającej, magnes na lodówkę, krótkie zdanie przy odbiorze osobistym. Gość, który zamawia u Ciebie po raz trzeci, wpisze adres strony, jeśli wie, że dostanie tam coś więcej. Nie musisz go przekonywać do zmiany nawyku na zawsze, wystarczy, że zrobi to przy części zamówień.

Po czwarte, widoczność lokalna. Wizytówka firmy w Google obsługuje zapytania łączące rodzaj jedzenia z nazwą dzielnicy i bardzo często to od niej zaczyna się droga do zamówienia. Jak ją poprawnie założyć i uzupełnić, opisaliśmy w tekście o tym, jak dodać firmę do Google Maps. Drugim filarem są opinie, bo w gastronomii ważą więcej niż w większości branż, a zdobywa się je systematycznie, nie akcyjnie: praktyczne zasady zebraliśmy w poradniku o tym, jak zdobyć opinie w Google.

Po piąte, treść, która pokazuje kuchnię. Krótkie filmy z pieca, z wyrabiania ciasta czy z pakowania zamówienia robią dziś dla lokalnej gastronomii więcej niż banery, bo pokazują rzecz, której nie da się podrobić zdjęciem katalogowym. Jeśli nie masz na to czasu w kuchni, materiały tego rodzaju nagrywają twórcy pracujący na zlecenie lokalnych marek, zwykle za ułamek kosztu produkcji reklamowej. Ważne, żeby każdy taki materiał kierował do Twojej strony, a nie do profilu w aplikacji.

Czy warto zrezygnować z Pyszne.pl i Glovo

Zwykle nie od razu i nie w całości. Platformy realnie przyprowadzają gości, którzy nigdy by o Tobie nie usłyszeli, i pełnią funkcję, której własna strona nie pełni: są miejscem, gdzie ludzie szukają jedzenia bez konkretnego lokalu w głowie. Rozsądniejszy układ jest mieszany. Aplikacja pracuje jako kanał pozyskania nowego gościa, a własna strona jako kanał powtórnego zamówienia, w którym marża jest pełna, a kontakt zostaje u Ciebie.

Moment na twardsze decyzje przychodzi wtedy, gdy udział zamówień bezpośrednich rośnie stabilnie przez kilka miesięcy z rzędu i widzisz, że stali goście zamawiają u Ciebie bez pośrednika. Wtedy warto policzyć, ile realnie kosztuje utrzymanie obecności w każdej z aplikacji i czy najdroższa z nich nadal przynosi nowych klientów, czy już tylko przepuszcza przez siebie tych, których i tak masz. To pytanie, na które odpowiadają dane z Twojego systemu, a nie cudza tabela.

Ten sam rachunek robi się dziś w gabinetach i salonach, tylko zamiast prowizji od zamówienia liczy się abonament za każde stanowisko w kalendarzu i opłatę za pozyskanie nowego klienta. Rozpisaliśmy go osobno przy cenniku i prowizji Booksy dla firm, bo mechanika decyzji jest identyczna: platforma dowozi nowego klienta, a obsługa stałych gości nie musi przez nią przechodzić.

W noclegach ten sam mechanizm liczy się jeszcze inaczej, bo do prowizji dochodzi rozliczenie podatkowe faktury od zagranicznego pośrednika. Rozpisaliśmy to w zestawieniu prowizja Booking od rezerwacji razem z importem usług i ryczałtem od zakwaterowania, gdzie prowizji nie odejmiesz od podstawy opodatkowania.

Od czego zacząć w tym tygodniu

Trzy rzeczy dają najwięcej przy najmniejszym nakładzie. Wyciągnij umowę i sprawdź dwie liczby: swoją prowizję oraz to, czy masz klauzulę parytetu cenowego. Policz na kartce, ile zostaje Ci z jednego typowego zamówienia po prowizji, płatności i food coście, bo dopóki nie zobaczysz tej kwoty, temat pozostaje abstrakcją. I na koniec sprawdź własną stronę z telefonu tak, jak robi to głodny gość o dziewiętnastej: czy karta z cenami otwiera się od razu, czy widać strefę dowozu i czy da się zamówić bez zakładania konta. Jeśli którakolwiek z tych rzeczy nie działa, to jest miejsce, w którym co miesiąc oddajesz pieniądze pośrednikowi za gościa, który zdążył Cię już znaleźć.

Potrzebujesz strony dla swojej firmy?

Skonfiguruj podgląd w Studiu Projektu i zamów online. Stała cena, gwarantowany termin.