Zdjęcia na stronę internetową firmy: skąd je wziąć legalnie
Zdjęcia na stronę firmową: własne, z banku zdjęć czy z AI. Zgoda na wizerunek, prawa autorskie do grafik AI, waga plików i tekst alternatywny.
Krótka odpowiedź: zdjęcia na stronę firmową możesz zdobyć na cztery legalne sposoby: zrobić je sam lub zlecić fotografowi, kupić licencję w banku zdjęć, użyć grafik z darmowych bibliotek na licencji pozwalającej na zastosowanie komercyjne, albo wygenerować obrazy w narzędziu AI. Najlepiej konwertują zdjęcia własne, bo klient rozpoznaje bank zdjęć w trzy sekundy. Niezależnie od źródła musisz mieć prawo do zdjęcia oraz zgodę każdej rozpoznawalnej osoby na rozpowszechnianie jej wizerunku.
To jedna z tych rzeczy, które opóźniają wdrożenie strony bardziej niż jakikolwiek problem techniczny. Projekt gotowy, teksty napisane, a strona stoi trzy tygodnie, bo nikt nie ma zdjęć. Potem pod presją czasu ktoś ściąga pierwszą grafikę z Google, wrzuca na stronę i przez rok nikt o tym nie myśli. Do dnia, w którym przychodzi mail od kancelarii reprezentującej autora.
Cztery źródła zdjęć i co każde z nich naprawdę kosztuje
Zdjęcia własne są najtańsze w pieniądzu i najdroższe w czasie. Telefon z ostatnich kilku lat robi zdjęcia w jakości, która spokojnie wystarczy na stronę firmową, pod warunkiem że fotografujesz w świetle dziennym i nie pod światło. Zdjęcia od fotografa kosztują zwykle od kilkuset do kilku tysięcy złotych za sesję i dają materiał, którego nie ma nikt inny w Twojej branży. To jedyna kategoria, która realnie buduje zaufanie.
Banki zdjęć płatnych sprzedają licencję, nie własność. Pojedyncze zdjęcie kosztuje kilkanaście do kilkudziesięciu złotych, abonament kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Za te pieniądze dostajesz obraz, który jednocześnie kupuje konkurencja z sąsiedniego miasta. Darmowe biblioteki działają podobnie, tylko bez faktury i z jeszcze większą powtarzalnością, bo najładniejsze zdjęcia z darmowych zbiorów widziałeś już na czterdziestu stronach.
Grafiki generowane przez AI to najnowsza opcja i najmniej oczywista prawnie. Wygenerowanie obrazu jest tanie i szybkie. Problem zaczyna się przy pytaniu, do kogo ten obraz należy.
Czy mogę użyć zdjęcia znalezionego w Google
Nie. Wyszukiwarka grafik nie jest bankiem zdjęć, tylko katalogiem obrazów opublikowanych przez innych ludzi, z których każdy ma autora i prawa. Fakt, że obraz jest publicznie dostępny, nie oznacza, że wolno go skopiować na własną stronę komercyjną. Właściciele zdjęć korzystają z automatycznych narzędzi wyszukujących kopie w internecie, a typowy scenariusz to wezwanie do zapłaty za bezumowne korzystanie, opiewające na kwotę wielokrotnie wyższą niż cena licencji.
Ta sama zasada dotyczy zdjęć produktowych ściągniętych ze strony producenta lub konkurencji, zrzutów ekranu z cudzej strony i grafik z portali społecznościowych. Jeżeli nie masz pisemnej zgody albo licencji, nie masz prawa do obrazu.
Zgoda na wizerunek: kiedy jest potrzebna, a kiedy nie
Nawet własne zdjęcie może być problemem, jeśli widać na nim ludzi. Artykuł 81 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych mówi wprost, że rozpowszechnianie wizerunku wymaga zgody osoby na nim przedstawionej. Zgoda nie jest potrzebna, jeżeli osoba otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie i nie zastrzegła inaczej. To dlatego modele podpisują umowy, a zdjęcia z banku mają uregulowaną kwestię wizerunku po stronie sprzedawcy licencji.
Ustawa przewiduje dwa wyjątki. Pierwszy dotyczy osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w tym zawodowych. Drugi dotyczy osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz czy publiczna impreza. Ten drugi wyjątek bywa nadużywany. Nie wolno wykadrować jednej osoby z tłumu i twierdzić, że dalej jest szczegółem całości, bo po wykadrowaniu przestała nim być.
W praktyce dla firmy oznacza to trzy sytuacje. Zdjęcia zespołu wymagają zgody pracowników, najlepiej pisemnej, i warto ustalić, co się dzieje po odejściu z pracy. Zdjęcia z realizacji u klienta wymagają zgody klienta, jeśli widać jego twarz albo rozpoznawalne wnętrze. Zdjęcia z targów, na których widać przypadkowych zwiedzających z daleka, zwykle mieszczą się w wyjątku szczegółu całości.
Grafiki AI: czyje one właściwie są
Polskie prawo autorskie chroni utwory będące przejawem działalności twórczej człowieka. Obraz wygenerowany wyłącznie przez algorytm, na podstawie krótkiego polecenia, nie jest utworem w rozumieniu ustawy, więc nie przysługują do niego prawa autorskie. Brzmi wygodnie, dopóki nie zrozumiesz konsekwencji: skoro nie masz praw autorskich do tej grafiki, nie możesz nikomu zabronić jej używania. Konkurent może wziąć obraz z Twojej strony i wstawić na swoją.
Sytuacja zmienia się, gdy człowiek wnosi realny wkład twórczy: sam komponuje kadr, wybiera i modyfikuje fragmenty, przetwarza wynik. Wtedy efekt końcowy może być chroniony jako utwór, a prawa przysługują człowiekowi. Granica jest nieostra i sądy dopiero ją wyznaczają.
Dochodzi do tego zmiana, o której warto wiedzieć zawczasu. Od 2 sierpnia 2026 roku unijne rozporządzenie o sztucznej inteligencji nakazuje wyraźnie ujawniać, że materiały typu deepfake zostały wygenerowane lub zmanipulowane przy pomocy AI. Do zwykłej grafiki dekoracyjnej to nie sięga, ale jeżeli planujesz pokazać na stronie realistyczne zdjęcie fikcyjnego zespołu, dobrze przemyśl, gdzie kończy się ilustracja, a zaczyna wprowadzanie klienta w błąd.
Dlaczego zdjęcia z banku obniżają konwersję
Klient nie musi znać nazwy banku zdjęć, żeby wyczuć fałsz. Uśmiechnięty zespół w idealnym biurze przy białym stole, mężczyzna wskazujący palcem na wykres, dłonie na klawiaturze laptopa w idealnym oświetleniu. Te obrazy są tak rozpoznawalne, że mózg klasyfikuje je jako reklamę i przestaje im wierzyć. Efekt jest odwrotny do zamierzonego: strona wygląda profesjonalnie i jednocześnie nieprawdziwie.
Zdjęcie Twojej faktycznej hali, Twojego samochodu z logo, Twojego stanowiska pracy z lekkim bałaganem wygląda gorzej i sprzedaje lepiej. Firma budowlana, która pokazuje realizację z błotem na placu, wygrywa z firmą pokazującą wyrenderowany dom. Klient nie kupuje ładnego zdjęcia. Kupuje pewność, że to nie jest firma widmo.
Skąd wziąć materiały, gdy nie masz czasu ich robić
Najczęstszy problem małej firmy nie brzmi skąd wziąć zdjęcia, tylko kto ma je zrobić w tygodniu, w którym i tak jest za dużo pracy. Sesja u fotografa rozwiązuje sprawę zdjęć statycznych: portrety zespołu, wnętrze, produkty, kilka kadrów z pracy. Jeżeli potrzebujesz także krótkich filmów, pokazania produktu w użyciu albo materiałów pod media społecznościowe, warto zlecić nagranie materiałów osobom, które robią to dla marek na co dzień, zamiast czekać, aż ktoś z zespołu znajdzie na to popołudnie. Wychodzi taniej niż sesja wideo i naturalniej niż reklama.
Przy zlecaniu zdjęć na zewnątrz upewnij się, że umowa przenosi na Ciebie prawa autorskie majątkowe albo daje szeroką licencję, wraz z prawem do modyfikacji. Fotograf, który sprzedaje zdjęcia bez przeniesienia praw, może później zażądać dopłaty za użycie ich w reklamie albo na billboardzie. Wpisz do umowy pola eksploatacji, na których będziesz korzystać: strona internetowa, media społecznościowe, materiały drukowane, reklama płatna.
Jak przygotować zdjęcia technicznie, żeby nie zabiły strony
Zdjęcie prosto z aparatu waży od kilku do kilkunastu megabajtów i ma wymiary sześć tysięcy pikseli szerokości. Na stronie wyświetla się w szerokości ośmiuset pikseli. Wrzucone bez obróbki spowalnia stronę na telefonie do granic akceptowalności i psuje wynik LCP, którego dobry próg wynosi 2,5 sekundy. Zmniejsz wymiary do tego, w jakim rozmiarze zdjęcie faktycznie się wyświetla, zapisz w formacie WebP lub AVIF i celuj w wagę poniżej dwustu kilobajtów dla zdjęcia w treści.
Nadaj plikom sensowne nazwy przed wgraniem. Plik o nazwie montaz-klimatyzacji-lublin.jpg mówi wyszukiwarce więcej niż IMG_4821.jpg. Uzupełnij tekst alternatywny, opisując, co widać na zdjęciu, a nie wklejając listę fraz kluczowych. Tekst alternatywny czyta osoba korzystająca z czytnika ekranu i to jej powinien służyć w pierwszej kolejności. Przy okazji jest jednym z sygnałów dla wyszukiwarki grafik. Zbyt ciężkie zdjęcia to zarazem najczęstsza przyczyna wolnego ładowania, o czym piszemy w tekście szybkość strony a Google.
Ile zdjęć realnie potrzebuje strona firmowa
Mniej, niż myślisz. Prosta strona usługowa potrzebuje jednego dobrego zdjęcia do nagłówka, jednego portretu właściciela lub zespołu, trzech do pięciu zdjęć z pracy albo realizacji i po jednym zdjęciu do każdej podstrony usługowej. To piętnaście do dwudziestu kadrów, czyli jedna sesja albo dwa popołudnia z telefonem. Galeria stu zdjęć z tego samego wesela nie zwiększa liczby zapytań, tylko wagę strony.
Wyjątkiem są branże, w których zdjęcie jest ofertą: fotograf, cukiernia, salon kosmetyczny, producent mebli, firma remontowa. Tam galeria realizacji jest głównym argumentem sprzedażowym i warto zainwestować w nią najwięcej. W pozostałych przypadkach lepiej wydać pieniądze na jeden bardzo dobry kadr do nagłówka niż na czterdzieści przeciętnych.
Lista kontrolna przed wgraniem zdjęcia na stronę
Zanim klikniesz przycisk wgraj, odpowiedz sobie na pięć pytań. Czy mam prawo do tego obrazu, czyli zrobiłem go sam, kupiłem licencję albo dostałem pisemną zgodę autora. Czy widać na nim rozpoznawalne osoby i czy mam ich zgodę na rozpowszechnianie wizerunku. Czy zdjęcie pokazuje moją firmę, a nie abstrakcyjną firmę z reklamy. Czy waży mniej niż dwieście kilobajtów i ma sensowną nazwę pliku. Czy ma opisowy tekst alternatywny.
Pięć pytań, dwie minuty. Tyle dzieli stronę, która wygląda wiarygodnie i szybko się ładuje, od strony, która ładuje się osiem sekund i przy okazji generuje ryzyko prawne. Pierwsze pytanie z listy, o prawo do obrazu, jest najważniejsze i najczęściej lekceważone, dlatego rozwijamy je osobno w tekście o tym, jakie masz prawa autorskie do zdjęć na stronie internetowej. Jeśli budujesz stronę z nami, przechodzimy tę listę razem z Tobą i sami przygotowujemy pliki technicznie, żeby zdjęcia nie ciągnęły witryny w dół.
Potrzebujesz strony dla swojej firmy?
Skonfiguruj podgląd w Studiu Projektu i zamów online. Stała cena, gwarantowany termin.